Posts Tagged ‘Games Workshop’

GW Releases Citadel Miniatures Cases

Posted on March 23rd, 2015 under , . Posted by

CitadelCrusadeCase


Games Workshop introduces three mini cases!

There are three different hardcases each fully loaded with the new GW “channel foam”.

Crusade Case $ 124

Battle Case  $ 83

Skirmish Case  $ 50

That’s a very good deal in the world of game cases. 

From Games Workshop:

“Containing one set of our revolutionary channel foam, the Citadel Crusade Figure Case has been specially designed to fit almost any model that we make, any shape and size, quickly and easily without the chore of cutting and shaping to fit.
Packing and unpacking the case is absurdly quick and easy; any model, however pointy, placed anywhere within the channels will be protected as well as if you’d spent countless hours hacking away at a custom fit. You’ll free up more time to concentrate on games, painting or just showing off your miniatures collection. The channel foam is as efficient a use of space as possible, allowing you to store more models more safely than any other case.”
Well, I give GW high marks for their effort and for a new type of foam.  The price point is good too.  I just don’t like all that hard plastic when I am carrying around 4-6 cases for an apoc game.
Loken

Horde of Plague & Warbases

Posted on March 17th, 2015 under , , . Posted by

I’m supposed to be doing 1 unique Nurgle model every 7 days, but as I’ve hinted a few times, I’m on a bit of a roll and have been painting a few more than that. The plaguebearers are pretty easy to do, so getting a unit’s worth done at a pace of 1 model a […]

The post Horde of Plague & Warbases appeared first on My Wargame.

Things about 40K every gamer should know!

Posted on March 17th, 2015 under . Posted by


gw hq - Copy (2)

40k Facts – Top 10 Things You Should Know!

Ever wonder where they get that wonderful fluff from for the Warhammer 40k universe?  Rob Baer of Spikey Bits put together this truly cool article that is a must read to make you a more worldly gamer.
Fenris: – In Norse mythology, Fenrir is the son of Loki, who usually takes the form of a monstrous wolf.
Onager Gauntlet – Onager is a Persian breed of donkey or mule. Bravo design team! They snuck a donkey punch into 40k!
Lion El’ Johnson – This one is an oldie but a goodie. Turns out he was a poet from the Victorian era who wrote a poem called The Dark Angel’. He also was rumored to have quite the secret for those times.
Tau Reproduction – Under the Matt Ward era supposedly they laid eggs. This was never verified and apparently was a bit of a joke around GW headquarters.
Council of Nikaea: The council’s name, subject, and consequences have strong resemblance to the Roman Council of Nicea in 325 AD, which helped shape Catholic dogma.
Battleblade – According to Bryan Ansell, who led the manager buy-out of GW back in the early 1990’s, Warhammer was almost named Battleblade back in the 1970’s.
Nurgle: “Nergal” was a diety worshiped throughout Mesopotamia, portrayed in hymns and myths as a god of war and pestilence.
_68942967_10294019
H.G. Wells – The famous writer is said to have invented miniature wargaming in 1913 with is book titled Little Wars.
Storm of Iron - This riveting Black Library book by Graham McNeill, that sold out more times than I can count, seems to be inspired and loosely based on an amazing non-fiction book called Storm of Steel.  That book written by a WWI German army officer named Ernst Jünger, offered a graphic tale of Trench Warfare from his experiences in that war.
Mournival:  In ancient Egyptian mythology, the sky-god Horus has four sons of different nature who are said to collectively make up his soul.
Ha, now you can impress your gamer buddies with your new trivia knowledge, or have a leg up on your fellows in the next pub quiz!
Thanks to Rob at Spikey Bits for this truly enlightening article! 

Loken

Z półki Mormega: Deathblade: A tale of Malus Darkblade

Posted on March 16th, 2015 under , , , , . Posted by

Jestem wściekły. Nie, wróć. Wściekły to słabe, zbyt mało emocjonalne słowo na określenie mojego stanu ducha. Jestem wkurwiony.. O, właśnie tak. Wkurwiony. Malus Darkblade, najbardziej znany mroczny elf uniwersum Warhammera, bohater doskonałych pięciu książek i powieści graficznej powrócił. Ktoś mógłby zapytać – Hola, hola, o co się wściekać, to chyba powód do radości? Otóż, krótko mówiąc, nie. Malus Darkblade powraca, ale to nie jest TEN Malus. Pierwsze pięć powieści o jego wyczynach wyszło spod piór autorów Dana Abnetta i Mike’a Lee. Ostatni tom sagi, o którym traktuje ten wpis, napisał C.L. Werner. Samo w sobie to nic złego, mam właśnie kupę radochy czytając omnibus tegoż autora, dotyczący przygód łowcy nagród Brunnera (recenzja wkrótce). Problem pojawia się, kiedy Werner włazi w buty swoich szanownych poprzedników, a włazi ciągle…
Zacznijmy, jednak, od początku. Szósty tom przygód Malusa nosi tytuł “Deathblade”, ukazał się równocześnie z podręcznikiem “Warhammer The End Times: Khaine” i z powieścią “The curse of Khaine”. Jest z nimi powiązany fabularnie – opowiada o wydarzeniach przedstawionych w tych dwóch wydawnictwach z punktu widzenia Malusa. Skrótowo, Malekith podejmuje decyzję o zniszczeniu Naggaroth i podjęciu ostatniej próby odzyskania swojego dziedzictwa, innymi słowy po raz kolejny najeżdża Ulthuan. Tym razem dysponuje jednak atutami także innymi, niż jego zwyczajowa zawziętość, okrucieństwo i żądza powrotu. Teclis, uprzedzony przez boginię Lileath o nadchodzącym końcu świata, zaczyna snuć skomplikowaną intrygę, w której stawką jest ocalenie elfów i – być może – choć części świata. Intryga jest wielowątkowa i niezwykle rozbudowana, starczy jednak powiedzieć, że Malekith ma spore szanse na odzyskanie władzy nad elfami, których jest, rzeczywiście, prawowitym, choć wygnanym władcą. Jak wspominałem przy recenzjach “Warhammer The End Times: Khaine” i “The Curse of Khaine”, wydarzenia przedstawione w tych książkach wywracają do góry nogami naszą dotychczasową wiedzę o historii elfów Warhammera, tworzą też epicką historię powrotu Malekitha i końca Ulthuanu.
Jak w to wszystko wpasowany jest “Deathblade”? Krótko mówiąc, nijako. To, po raz trzeci powtórzone te same wydarzenia główne osi intrygi, opisane jedynie z punktu widzenia Malusa. Oczywiście, jako że Darkblade do samego końca nie ma specjalnego pojęcia o planach swojego władcy, nacisk w książce o jego dokonaniach położony jest na nieco inne elementy, eksponujące, przede wszystkim, jego własną rolę. Trzeba jednak jasno powiedzieć – o ile w poprzednich częściach cyklu to Malus był bohaterem i rozgrywającym, tu, w finale opowieści, został sprowadzony do roli mniej lub bardziej posłusznego wykonawcy woli Wiedźmiego Króla, zgodnie ze swoim nie tak dawno osiągniętym statusem społecznym, całkowicie natomiast wbrew duchowi i stylowi poprzednich przygód. Jego dokonania nie są specjalnie imponujące, on sam nie wyróżnia się też niczym na tle innych przedstawicieli najwyższych rodów Naggaroth. Ot, jeszcze jeden okrutny mroczny elf.
To zresztą moja największa pretensja do autora, C.L. Wernera. O ile w poprzednich częściach cyklu Malus był wrednym sukinsynem (a był cały czas), o tyle przedstawiano to w taki sposób, że – mimo wszystko – czytelnik, nawet mimo woli, kibicował jego dokonaniom i z zapartym tchem śledził kolejne przygody, podziwiając niezłomność charakteru, ambicję i ironiczne poczucie humoru. Z tego Darkblade’a w nowej powieści zostało bardzo, bardzo niewiele. Malus jest wrednym, okrutnym, ambitnym ponad wszystko, pozbawionym poczucia humoru, paranoicznym psychopatą. Sadystycznym potworem, całkowicie pozbawionym swoistego uroku swoich wcześniejszych inkarnacji. Oczywiście, częściową winę za ten stan rzeczy ponoszą ściśle określona fabuła Czasów Końca i, wspomniany, zmieniony status społeczny Malusa. Niemniej jednak uważam, że nawet w tym przypadku całość opisana mogła być zgrabniej i w sposób bliższy stylowi Abnetta i Lee. Praktycznie niewykorzystany jest, choćby, Tz’arkan, będący tak istotnym elementem wcześniejszych opowieści. W tej został sprowadzony do roli niemal niemego obserwatora. Powracają, najczęściej na dość krótko, starzy bohaterowie drugoplanowi, jak świetny niegdyś Silar, niestety, tak jak i sam Malus, pozostają raczej epizodami, niż pełnokrwistymi postaciami z poprzednich opowieści.
Książka budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, wzbogaca historię wydarzeń toczących się na Ulthuanie Czasów Końca, przedstawiając część z nich w sposób pełniejszy i bogatszy, niż dwie pozostałe pozycje. Gdyby traktować ją jedynie jako kolejną fabułę tego rodzaju, broni się całkiem nieźle, na pewno nie jest gorsza niż “The Curse of Khaine”. Z drugiej strony, do diaska, to książka o Malusie. Jako taka, jest zupełnie odmienna od poprzednich pozycji w serii i, co tu dużo gadać, znacznie gorsza. Nie w sensie roboty pisarskiej – nie zgrzyta się zębami czytając poszczególne rozdziały. Mam na myśli, raczej, ogólne wrażenie, brak satysfakcji i przyjemności, jaką czerpałem przy lekturze wcześniejszych przygód Darkblade’a. Wygląda na doczepioną do nich na siłę, sprawia wrażenie dopisanej pod przymusem, z chęcią “zmonetyzowania” dalszych losów jednego z ulubionych bohaterów ze stajni Black Library. Jako opowieść o końcu jednego z generałów Malekitha broni się doskonale. Jako historia końca Malusa Darkblade’a rozczarowuje. 
Rozczarowuje, zresztą, nie tylko jako całość. Śmierć Malusa jest totalnie antyklimatyczna, ten heros ginie w sposób bardziej przystający do drugorzędnego bohatera trzeciorzędnej opowieści, niż do faceta, który – dosłownie – wyrąbał sobie mieczem drogę na sam szczyt społeczeństwa Mrocznych Elfów. Koniec życia Malusa jest krótki, mokry i wstydliwy, jak pierwszy raz nastoletniego prawiczka. Brak mu epickości, czytając o nim nie miałem, w ogóle, wrażenia uczestniczenia w czymś istotnym, obserwowania końca jednego z moich ulubionych bohaterów. 
Szkoda. Wielka szkoda.

Blood and Souls for my Lord Arioch 3

Posted on March 15th, 2015 under , , , , , . Posted by

As recently posted on Analogue Painting Challenge here are five more retro Citadel figures for Songs of Blades and Heroes.A High Sorcerer of Chaos from CO2 as shown in Citadel Compendium Two.Rackhir the Red, or at least an artistic impression of him fo…

Dave’s 40k @ 40 Bash – 1500pts Tyranids Vs Riptides, erm I mean Tau

Posted on March 11th, 2015 under , , , , , , , , , , . Posted by

I’ll be honest here my army list is codenamed ‘Ripped Tights’, it’s been adjusted but way back when Liam started running Riptides in droves I wondered what I would do should I ever face them. Shortly thereafter I had some success with the Genestealer and I realised that as Riptides are Monstrous creatures then Toxin Stealers might be the answer. Well, we shall see.

Psychic Powers
Winged Tyrant  Tervigon Plain Tr
Psychic Scream Onslaught
Warp Blast Dominion
Dominion

The low down:

  • Spoils of War – Dawn of War
  • Warlord Trait – Warlord and three units have Infiltrate!
  • Unsure on night fighting , I think it was first turn and who won deployment etc. 

First of all setup as Liam came to the board he was slightly concerned that one side had more objectives closer to the DZ so as I won setup I let him have that side as it had the ruins in anyway which I could infiltrate Stealers into. I’m 2:0 up, but I’m under strict instructions from the wife that I can’t win the prize, so I really don’t care and then I roll my warlord trait! How much fun is infiltrating 3 units and Warlord going to be!

What originally seemed like a simple plan becomes complex, which units do I Infiltrate? Then I make the mistake of discussing it with PeteB who’s decided to watch our game after the Eldar one. Now I’ve been on the other side of this sort of casual tactical debate and I didn’t like it, it feels like you’re being ganged up on, so I can only apologise to Liam for not thinking how it would come across. Eventually I decide to put Stealers in the ruins, the central tower and the tower on the far right and the last unit behind the Bastion, for back field. Meanwhile the Tervigon is in the Tyrannocyte, y’know for giggles!

And I decide on the 30 Termagants, a Dakkafex and the Flyrant, that sit in the top left behind the futuristic containers. I realise now this is only two units and the Warlord Infiltrating! Doh! I’d been umming and ahhing so much I didn’t put the second Dakkafex or the Venomthrope with them.

With the Stealers in the Towers we debate just how tough these building are. I’ve been playing these as AV14 all day and it’s not been an issue but Liam believes this is OTT. Which is fair comment but all I’m concerned about is if I agree to AV12 then that’s a bit unfair on Ben and Otty who’ve faced AV14 all day. Eventually we reach a compromise and dice roll, 1-2 it’s AV12, 3-4 AV13 and 5-6 AV14 and we end up with AV13 buildings.

With most of the Tau on the right flank most of Liam’s first turn will be spent repositioning but they’re mobile enough to do just that. He does however manage to secure first Blood by roasting most of the Genestealers in the ruins

The [now broken, it got dropped] Tau XV109 Y’Vahra Battlesuit switches on it’s stealth cloak but the exposed flamer is sufficent enough to allow the Dakka Fex and Flyrant to draw a bead on, taking off two wounds. The Fire Warriors in the ruins suffered devastating losses but they stayed their ground.

The Carnifex had to bash it’s way through the containers to get into range, barely! Once again I tried to use Psychic Scream but was denied. Seriously! There isn’t even a Psychic entity on the board and it’s stopping me from getting a power off [yes I know the Tau are psychically null but it’s just wrong!]

The Termagants were not so forthcoming as theire bigger brothers moved off, only moving 2″ from their initial Infiltration. By the end of turn one I’ve somehow managed to score 2VPs to Liam’s First Blood and 1 objective VP.

In my Turn 2 the Tyrannocyte arrives and disgorges the Tervigon who also spawns giving me plenty to hold onto the objective should it become active, which it might have, as I recorded another 2VPs scored this turn. Current score is 4:2 to me

The flyrant moved the minimum to still be in range of the three Riptides and hopefully get Psychic Scream off, not! But I did manage to wound one of them at least. I must point out that during the game Liam moved the wounded Riptide. In return it took a wound.

Here it is on top of the Tower, although he moved it down eventually and in the process misplaced the ‘wound dice’ he’d allocated to it. When we realised I laughingly, railed against him because that very days blog post had referenced such an event. Of course I knew full well that he makes his own wound markers and as this army is still ‘in progress’ they hadn’t yet been created. However, it was a reminder that even the best of us make that mistake, so think on kids!

Riptides blasted the Tervigon to pieces taking many Termagants with it. This got Liam a VP for killing a Psyker. I was still in the lead, but in this tun Liam scores 2 VPs drawing us even on 4:4.

The Fire Warriors in the Skyshield rained fire on the Flyrant managing to get two wounds on it, time was running out, I’d got a Maelstrom objective that if I could kill a Flyer or Flying Monstrous Creature, which the Tau XV109 Y’Vahra Battlesuit is I’d get a VP. Also another Riptide had landed next to one of the towers filled with Toxin Stealers. It was contesting an objective that Liam needed to win but equally in this mission I can ‘steal’ his VP if I can get to the objective first. So I moved the Stealers out and swooped the Flyrant between the other two to shoot and hopefully pull of the Scream…

Oh, yeah, I forgot I had to do a grounding test on the Flyrant because of his wounds from the Fire Warriors, he failed and on a 2 was smeared across the iron rich Ferron Proxima wasteland! This gained Liam Slay the Warlord and another Maelstrom objective VP taking him to 6. However I somehow manage to gain a VP, presumably from holding and objective as I wasn’t killing anything, and that puts us on 6:5

The Genestealers burst from the building but the Riptide was overwatching on 5+ and twinlinked, ultimately only one Genestealer made it into combat.

and was stomped flat by the Riptide after it managed to cause one rend on it’s battlesuit. This allowed Liam to secure the objective and win and with another one his end VPs were 8. I managed another objective VP bringing me up to 6 although I probably had Line Breaker too, so the final score was most likely 8:7

Which means Liam won the 40k addict 40k @ 40 Bash – look at his little face with the coveted trophy, not to mention the £40 worth of GW vouchers my wife included in the prize! And to think he went from the Blog Wars 8 loser spot to this in a matter of a few months! ;)

 
I can’t convey just how much I needed this. Aside from it being fun to be with your mates and for us to finally play a game this year but that 40 number can be a big deal and particularly the events surround this day in previous years. I’d been first thing to the car park where my Dad was knocked down and put some flowers there to remember him by. It was quite emotional but then the simple camaraderie of playing toy soldiers for the day helped get me through, so thanks guys, and als a big thanks to Jo, Ben’s wife for letting me hold it at their house and another big thanks to my wife for suggesting/supporting it  and my own kids for letting me out for the day when they may have wanted me to celebrate with them.

Fixing Skragg and… Nurgle Tuesday

Posted on March 10th, 2015 under , , . Posted by

As is routine, I’ve painted more Plaguebearers this week. Rather than leave the last model for another time, I did the remaining 4 (I’ve been doing 3 at a time). This brings the Oldhammer Plaguebearer count up to 16 unique models. I thought this was all I had from the first 2 generations, but I forgot […]

The post Fixing Skragg and… Nurgle Tuesday appeared first on My Wargame.

Epic 30K odsłona dwudziesta: land speedery Pożeraczy Światów | Epic 30K part 30: World Eaters land speeders

Posted on March 10th, 2015 under , , , , , . Posted by

Kolejny zakup z popularnego portalu aukcyjnego – land speedery z zamierzchłych czasów Rogue Tradera, których konstrukcja silnie kojarzy mi się z latającą kanapą. W mojej armii będą reprezentować javelin attack speedery. Na uwagę, albo raczej nieuwagę zasługuje słabe łączenie części w modelach, które im mniej dzieli nos od modelu tym bardziej są, niestety, widoczne. Na aukcji, pryśnięte czarnym “szprejem” nie były widoczne, w moich łapkach, pozbawionych debondera były wielkie niczym Kanion Kolorado. Cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Nie narzekając zbytnio, a tylko pomrukując ścicha pod nosem zacząłem, z pewną niechęcią je malować. Efekt jaki jest każdy widzi:) IMO, gdyby nie te dziury byłoby całkiem nieźle. Może kiedyś uda mi się upolować modele w ramkach.
W każdym razie piątka land speederów jest gotowa do walki.
- Mormeg

Further purchase from popular auction site – land speeders from the ancient era of Rogue Trader, with conctruction of theirs being strongely influenced by a sofa design. In my army those will count as javelin attack speeders. Unfortunately, models are of rather poor quality, as the parts are badly fitted. Closer you get to them, more obvious it is. It wasn’t visible on the auction site’s photo, as the models were undercoated black, but believe me, some of the gaps are so huge as Great Canyon. Well, beggars can’t be choosers. So, I just quit whining and started to paint them, with just a slight reluctancy. Final effect is visible on the photos. IMO, it would be ok, if not those huge gaps. Well, I just have to find some old speeders still on sprue.
Anyway, five land speeders is ready for a combat.
- Mormeg


Z półki Mormega: The Curse of Khaine

Posted on March 9th, 2015 under , , , , . Posted by

“The Curse of Khaine” to już kolejna powieść ze świata Warhammera, sygnowana logiem “The End Times” – jej fabuła zazębia się i poszerza wątki opisane w podręcznikach przeznaczonych do użytku z grą bitewną. W tym wypadku fabuła “Klątwy Khaine’a” poszerza fabułę “Warhammer The End Times: Khaine”. Autorem powieści, liczącej 384 strony, jest Gavin Thorpe, niegdyś jeden z redaktorów White Dwarfa, potem autor podręczników do gry, w końcu – pisarz działający na rzecz Games Workshop i Black Library, podmiotu odpowiadającego za wydanie tej książki.
Otwarcie napiszę, że nie jestem, a raczej do niedawna nie byłem, specjalnym fanem jego twórczości. Pamiętam go, po prostu, jako trochę pryszczatego chłopaka z kart Białego Krasnoluda, pamiętam też jego pierwsze próbki literackie. Cóż. Nie były one specjalnie wysokich lotów, nawet na tle reszty ówczesnej twórczości spod znaku młota i boltera. Dziś jednak jestem bliski zmiany swojej opinii – a to za sprawą recenzowanej właśnie powieści.
Zacznijmy, jednak, ab ovo. Fabuła “The Curse of Khaine” to, w zasadzie, powtórzenie treści “Khaine”, podana jednak w odmienny sposób. W podręczniku do bitewniaka bohaterów było wielu – karty księgi informowały zarówno o tym, co dzieje się w obozie Mrocznych Elfów, jak i o staraniach Tyriona, poczynaniach Teclisa, mówiły o tym, co dzieje się wśród Leśnych Elfów, w końcu o tym, co przydarzyło się kilkudziesięciu bohaterom mniejszej rangi, a nawet postaciom epizodycznym. W przypadku “Klątwy…” bohater jest tylko jeden. Mroczny, posępny, budzący grozę Malekith. Od zawsze jeden z czołowych “złych” bohaterów świata Warhammera, od zawsze istota opętana własnymi ambicjami, od zawsze pechowiec i – od zawsze – jeden z bardziej płaskich antyherosów tego uniwersum. Cóż, to ostatnie, można odłożyć na półkę. Już  w “Khaine” Malekith daje się poznać jako postać daleka od płaskości i tym bardziej pełna niuansów, im bliżej końca całej opowieści. W “Curse of Khaine” przywódca Mrocznych Elfów jest pełnowymiarową postacią, głęboką i posiadającą cechy nadające mu wiarygodności. Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy – postaci fantasy, zwłaszcza te, które zaludniają karty książek z rodzaju tych, jakie publikuje Black Library, najczęściej są mało skomplikowane i przewidywalne, aż do bólu.
Właśnie, bólu, cierpienia i śmierci, czyli tych czynników, bez których niełatwo wyobrazić sobie okrutnego pana losu, życia i śmierci Druchii. Dość trudno z okrutnika i sadysty zrobić postać, z którą zdolny byłby identyfikować się tak zwany przeciętny czytelnik. Że się da, udowodnili już dawno autorzy powieści o Malusie (recenzja ostatniego tomu jego sagi już wkrótce). Zadziwjające, ale Thorpe’owi udała się ta sztuka na łamach jego dzieła. Autor miał, trzeba przyznać, nieco łatwiejsze zadanie niż twórcy Malusa, Malekith podlega bowiem zmianom, czyniącym z niego sympatyczniejszego osobnika, z drugiej jednak strony wydobycie go z głębi, nazwijmy to delikatnie, czteroliterowej ciemności, w którą umieścili go wcześniejsi autorzy, opisujący jego dzieje (mam na myśli zarówno autorów podręczników do gry, jak i wcześniejszych książek o działaniach Malekitha – w tym samego Thorpe’a), znacząco utrudniało to zadanie. Uznałem jednak, po skończeniu lektury, że autorowi się ta trudna sztuka naprawdę udała. Malekith nie tylko się zmienia. Zmienia się w sposób logiczny i prawdopodobny. Jego przemiana, przejście od bycia kwintesencją zła i okrucieństwa w stan, nazwijmy to, praworządności i surowości zaledwie, wobec wcześniejszego sadyzmu, jest pokazana jako akt naturalny, wynikający ze zmienionych okoliczności, będący logicznym wyborem umysłu, skupionego na przetrwaniu rasy. Dodajmy – całej rasy, bez podziałów płynących z tragicznej historii.
Fajnym motywem książki, który nie istnieje w podręczniku do WFB, są wspomnienia Malekitha, sięgające samego początku, czasów tuż po śmierci jego ojca. Pokazane zostały początki konfliktu, niesprawiedliwość, jaka go spotkała, nie będąca, wbrew wcześniejszym publikacjom GW, jedynie jego własnym wyobrażeniem. Elfy są, po prostu, równie nieprawe i poddające się manipulacji, pyszne i dumne, jak wszystkie inne żywe, rozumne istoty. Może nawet bardziej, biorąc pod uwagę ich pochodzenie i status. Podczas czytania tych fragmentów miałem jednak pewne wątpliwości – niektóre ze wspomnień odwoływały się do wydarzeń, które – zapewne – były opisane w innych powieściach i podręcznikach, nieczytanych przeze mnie. Nie sprawiało to specjalnych trudności w zrozumieniu ani akcji, ani motywacji Malekitha, niemniej jednak pozostawiło pewien niedosyt. Mam też wrażenie, że osoby nieobeznane z tłem fabularnym elfów mogą mieć pewne trudności ze zrozumieniem kilku rzeczy. Część bohaterów pomniejszej rangi pojawia się, bowiem, w zasadzie znikąd. Osoby znające fluff elfów, rzecz jasna, będą wiedziały, przykładowo, kim jest Caradryan i dlaczego milczy. Bez tej wiedzy trudniej będzie zrozumieć wagę jego słów. Niektóre z wydarzeń, istotnych dla całej fabuły, są zaledwie wzmianką. Autor wyraźnie liczy, że czytelnik zna przynajmniej zarys wydarzeń z książki “Warhammer The End Times: Khaine”. Niespecjalnie jasne mogą być też odniesienia do wydarzeń z przeszłości bogów elfiego panteonu – te jednak wraz z lekturą stają się coraz bardziej oczywiste.
Niektórzy spośród czytelników mogą być zawiedzeni charakterem opowieści – jest w niej, relatywnie, niewiele walk, bitwy opisane w szczegółowy sposób są zaledwie dwie, większość akcji dzieje się poprzez rozmowy, opisy i wspomnienia. Niech to jednak nie zraża potencjalnych chętnych do zapoznania się z tą książką. “Curse of Khaine” to jedna z najlepszych opowieści ze świata Warhammera, epicka w rozmachu, a jednocześnie skupiona na jednej postaci, ważnej dla całego uniwersum. Dobrze napisana, wyróżniająca się w natłoku gropochodnej literatury średnich lotów. Do diaska, zdołałem polubić i – nawet – pożałować Malekitha, prawowitego Wiecznego Króla, wygnańca i odkupiciela. Zdecydowanie, bardzo mocno polecam.

Dave’s 40k @ 40 Bash – 1500pts Tyranids Vs Orks

Posted on March 9th, 2015 under , , , , , , , , , , , . Posted by

MMM! Lunch, a breakfast barm as big as my head! Bacon, sausages, fried egg with some ketchup thrown on after. I couldn’t finish this thing it was so filling!Psychic PowersWinged Tyrant Tervigon Plain TrOnslaughtThe HorrorCatalyst [yay!]DominionDom…

Back to the Brushes 102

Posted on March 8th, 2015 under , , , , , , , , , . Posted by

This week will see a lot of 15mm Sci-Fi Figures getting painted and completed in a last rush towards the end of the Analogue Painting challenge. This will include Dropship Troopers from Critical Mass and variety of Ground Zero Games New Israeli Infantr…

Dave’s 40k @ 40 Bash – 1500pts Tyranids Vs Eldar

Posted on March 6th, 2015 under , , , , , , , , , , . Posted by

Liam, Otty, Ben and myself all rocked up at Ben’s for my 40k bash. I went with a list that relied heavily on Manufactorum Genestealers [three broods with Toxin] but uniquely I dropped my Hive Guard for probably the first time since I kitbashed them. Instead I threw in my second Carnifex in my old Spore Pod/Tyrranocyte. I also had the obligatory Flyrant, a Tervigon and accompanying brood of 30 Termagants and then added a Bastion with Quad Gun and a Venomthrope for cover duties.

We were playing Maelstrom games so it’ll be a bit difficult to keep track of the score and how and why someone won but I’ll do my best.

Psychic Powers
Winged Tyrant  Tervigon Plain Tr
Psychic Scream Psychic Scream
Paroxysm Dominion
Dominion

The low down:

  • Tactical Escalation – Hammer and Anvil
  • Warlord Trait – +1 to Seize the Initiative and re-roll reserves
  • Unsure on night fighting , I think it was first turn and who won deployment etc.

Obviously there are six objectives, one is to the left of my Bastion, one is in the trees to my right, one is in the tower in the middle of the board [with my Genestealers], one is beside the Plasma Generator top left, another is in the woods top middle and the last one is in the ruins [again with my Genestealers] top right. I had another unit of Stealers outflanking. Otty had three Wave Serpents, some Wraithguard and Fire dragons mounted inside, a Wraith Knight, Fire Prism and a couple of units of Jet Bikes.

I actually think this was a balanced list, not too spammy on the Serpents and aside from my own cheese – Stealers setting up within 6″ of you this was the closest to an even match-up all day. As Otty is moving I think he may have gone first, unless I did a really quick move…

Meanwhile over on the other table Liam had 5 Riptides, including that crazy Forgeworld one that flies. He also had some Pathfinders or Warriors and a couple of Piranhas/Tetras on his Skyshield.

And Ben decided to be equally friendly with his Stompa that had a Mekkboy inside with a Mega Kustom Force Field [4+ invul save, I think] and a load of Grot riggers that could repair a hull point each turn on a 5+. So I could see where this game was going…

So Otty decided to target the Genestealers, naturally. Of course this works as a diversionary tactic to save the rest of my army but given there wasn’t much else to see it probably didn’t work as these were the only viable targets anyway.

Jetbikes moved round and riddled the Stealers with Shurikens

The Bastion got targeted but the Fire Prism could only manage a glancing hit so it was safe.

The Hive was safe, for now…

Two units of Stealers were destroyed thanks to all the combined fire from the Wave Serpents and Jet Bikes. First Blood to Otty

The Wraith Knight finally settled on target priority…

The Carnifex taking cover behind some Ferron Fire Firs, luckily these flammable trees proved adequate cover to avoid the Eldar construct.

Nids moved forwards en masse.

The Tervigon spawned 8 Termagants which headed for an objective, my plan being to camp on as many objectives as I could and hope they would come up in my Maelstrom deck. meanwhile the Tervigon tried to keep up  with his big brood.

I’ve missed out Otty’s turn 2 but on my turn the Tyrannocyte arrives. Combined Deathspitter and Brainleach fire for the Flyrant and Dakkafex leaves just one jetbike left on the right.

Termagants are getting close to the Eldar DZ and the last brood of Genestealer arrive on the left flank.

The last 3 of the Stealers from the ruins assault the last -1 Paroxysmed Jet bike. 40k’s premier cloase assault unit has 9 attacks, scoring 6 hits [the average] and causing 3 wounds [once again the average] but no rends. The Eldar makes all his saves…! What a farce!

Meanwhile over on the other table Riptides and Stompas were going at it like hyenas circling a wounded bull elephant

It soon became apparent that the Stompa was ridiculously powerful thanks to the Mekkboy and Grots, although Liam had failed to head my suggestion of ignoring it completely. Then again the riptides could potentially damage it were I know I’d have no chance.

Back on Ferron Proxima the Fire Dragons disembarked.

They tried to shoot down the Flyrant but couldn’t draw a bead on him.

However their Aspect Warrior cousins – the Dire Avengers pulled the same manoeuvre targeting the Outflanked Stealers.

Once again the premier CC unit of 40k was reduced shredded meat by shuriken fire.

Wave Serpents fired at their biggest threat – my Dakkafex.

And wiped him out, looks like he didn’t even get halfway across the board.

The Stealers continued to molest the Jetbike.

But this time succeeded in taking him down and consolidated back towards the ruins.

Which gave the Wraith Knight a clear charge to the recently arrived Dakkafex it had shot at and wounded earlier. So he jumps over…

…abd drop kicks it off the board and consolidates back. I think I had a card for this objective but the Fire Dragons were in range so I couldn’t quite secure it.

I marshal my forces, the Stealers in the centre building sally forth to assault the Fire Dragons.

While the Tervigon and more spawned gaunts ensure that my objectives are secured. I recall at one stage I managed to complete 3 of my Maelstrom objectives in one turn

9 Termagants replace the Stealers in the building.

Somehow I’ve completely forgotten the success of theis Brood of Stealers. Clearly the Fire dragons had fallen victim to Paroxysm. I won the combat, though probably not as convicingly as I should, perhaps by 4, thanks to their inability to hit back. Then I think they failed their morale check and were overrun. I think because it happened so fast I forgot, but they took cover in the Ruins. You may also spot the last of the Brood of 3 Stealers that took out the Jetbike hiding underneath the staircase next to them.

The Flyrant swooped off into the trees. He’d had little success with Psychic Scream, in fact the psychic phase was typically guff! Termagants finally made it into Otty’s DZ

While the other guys continued to play hunt the Stompa, Otty prepared to thin my advancing horde of gaunts.
 
Massed fire took out those Termagants with just a few left. The Fire Dragon killing Stealers were also laid low but my lone Toxin Stealer continued to skuls in the shadows waiting to sneak out and get me Linebreaker should the Flyrant have to move out of the 12″ scoring zone.

The Venomthope continued to fire off the Quad Gun, it had got some good hits on the Wave Serpents but not sure if it manage to destroy one of them.

I assaulted the last of the Jetbikes with my Termagants. They got whittled down to one, but so did the Jetbikes. It was not a planned action but this was in fact the best choice I made in the entire game. By tying up the Jetbikes Otty couldn’t get his fastest Troop choice over the other side of the board in the last turn. There was objectives he could go for or even Linebreaker but instead he was tied up with a lonely gaunt. Meanwhile the Flyrant landed to try and secure the objective. It was the last turn, we’d already overrun so he was safe to do so. I’m not entirely sure if he got it, or if the Wraithguard were also in range, I may even have assaulted them and killed it  as I’m sure I may have got Slay the Warlord, but ultimately the score was 8:6 to me.

I was quite impressed with this result, it’s funny how my tactic to camp on objectives for Eternal War Missions is actually really effective in Maelstrom Missions. Camping in Eternal War has worked because I’ve always felt it’s better to be on an objective and force your opponent to knock you off it, or surround it so he can’t get to it than hold back and take it late in the game. In particular trying knock someone else off an objective is not something I can do, I say I mean my ‘nids. The fact is I killed very little Eldar, the Fire Dragons, some Dire Avengers and about 9 Jetbikes! I may have put wounds on the Wraith Knight and some Hull Points on the Serpents but overall I didn’t kill much.

So camping on objectives works for me. I’m not particularly mobile but with the formations, and the Tyrannocyte I can get good positions in the opponents DZ to score when it’s needed and camp in my own back field and wait until those objectives are drawn from the deck.

Ben managed to secure a win, so next up I would face his Orks


The Oldhammer plague

Posted on March 3rd, 2015 under , , . Posted by

While I have some form of momentum, I’m letting it roll and keeping to painting Plaguebearers while there’s still unique sculpts left in my pile. Here’s the next 3 – seemingly more appropriate for Nurgle than 1 – Plaguebearers. I now how a full command for the unit and am onto rank 3! I spruced […]

The post The Oldhammer plague appeared first on My Wargame.

Harlequin Shadowseer WiP

Posted on March 3rd, 2015 under , , , . Posted by

Continuing with my current harlequin obsession, I’ve started work on the new shadowseer. Suffice to say its a lovely kit, …

Continue reading

Wayland Games: 25% Discount on Games Workshop Ranges

Posted on March 2nd, 2015 under , , , , , . Posted by

Wayland Games is currently offering a 25% discount on Games Workshop products. Check them out here.Welcome to Wargame News and Terrain, a wargame hobby blog dedicated to supply you with your daily wargame news, straight from the source. We also have an…

FREEBIE: Wound markers v 3.0

Posted on February 28th, 2015 under , , , , , , . Posted by

It’s my birthday and you know I like to give presents away [although this may not be the most exciting of gifts ;) ]

 

You should all know by now I’m on record as disliking the common practice of using dice for recording wounds – they can be accidentally and ‘accidentally’ picked up. Of course I looked into it and ended up producing my own counters because they practically cost me nothing and if I leave them behind at a tournament I can make some more.

However this level of crafting can seem a bit amateurish so you can go next level like Warhammer 39,999 did with his Status effect markers but there’s still a cost involved in that and the smallest sized badge will be about 25mm in diameter so it’s not great for wounds.

However, I did see a tutorial recently to achieve the same status effect but using adhesive plastic bottle caps. Now, a few things, sadly I can’t recall who did this tutorial and if they’re a reader/follower please pipe up in the comments and I’ll attribute just credit where it’s deserved. Secondly I didn’t even know these plastic caps existed, but they do and they come in different sizes and shapes! In addition because they’re manufactured in China [mostly] you can get them in bulk.

So with this in mind I kept thinking about my current markers. I started off with triangular ones, so they took up less space and you could point them at the specific model that was wounded. They’re perfectly serviceable but over time those points fray just a little bit. By time I’m talking four years here so they’re really not that shabby. But for ease of construction for the many I give out to my opponents at tournaments I created the square format as the 90° angles are slightly more robust and so easy to cut them into strips with a scalpel and then snip the individual markers with some super-sharp scissors.

One thing I never considered was circular markers as cutting many of those would just be insane, but then I saw the bottle caps and in the tutorial they used a 25mm hole punch. So I started looking and found 10mm diameter caps and a 10mm leather/card punch. So now we have a device that can be accurately positioned on a marker and removed from it’s surround with a quick tap of the hammer.

All we need is a new wound marker template…

Cereal box card

The great thing is you can use the bottle cap to help position the punch, additionally you can leave them on the paper, or stick them onto cereal card for added durability or even mounting card for super thick counters [possibly overkill I think].

Mounting card

On top of that I’ve also ordered some 9mm square ones from China, which conveniently is exactly the same size as my v2.0 markers! so I’ll see what they’re like sometime in March. Ultimately though I think this is an ideal solution for those who want something that look more ‘professional’ without breaking the bank although the punch cost me £3 and 50 10mm bottle caps cost me another £3.50 so £6.50 for 50 wound markers… make your own mind up about value. Personally I can stick to my MK I’s for the time being. I only really entered into this as following a tutorial and expanding on it. Although as I ordered 230 of both 9mm square and 10mm round from China I may well have an idea to sell some should there be a demand, although I think I’ve proved that this is such an easy task there shouldn’t be.

Anyway here’s the circular wound template, just download and print at 300dpi:

 
Oh, and another use of these, back before Maelstrom missions you may well have created your own custom objective that did not have numbers on. These are discrete yet big enough to be tagged beside those strategic points to differentiate the numbered objectives.

UPDATE: So you can see at the top of the page I made some and I have to admit the whole process is a bit of a faff, the punch is not particularly durable and getting through the mounting card was a nightmare. So much so that I actually only took one out and instead stuck with the cereal card ones.

These would be OK for your own purposes but certainly not as a production line [and I’ll have 230 of these domes coming soon!]. That being said the adhesive domes are fantastic so hopefully the square ones will be cool and a much easier process that may result in production.

Double Duty: Making 28mm Work In 15mm, Part 1

Posted on February 28th, 2015 under , , , , , , . Posted by

The market for 15mm miniatures and models has exploded in the last few years.  That’s a good thing.But, we as gamers are hard to satisfy, and sometimes we look for alternate sources, alternate uses for things.  We tend to repurpose and approp…

‘nids part 163 – Malanthrope

Posted on February 27th, 2015 under , , , , . Posted by

The three ‘nids – Malanthrope, carnifex and Deathleaperhave all been progressing. Sadly I haven’t taken too many WiPs as I’m a little down on that at the momentAnywat, the Malanthrope and Carnifex have come on leaps and bounds as I’d hoped to use them …

Here be Plaguebearers

Posted on February 25th, 2015 under , , . Posted by

I keep finding more of these blighters! I mentioned last week that I have 19 unique sculpts for Plaguebearers so far, so I thought I’d try and work my way through them as quickly as I can to get a full unit ready. If I get that far and haven’t got bored, then I have […]

The post Here be Plaguebearers appeared first on My Wargame.

Terrain is everything – Project Ω – Realm of Battle Board – TO DONE!

Posted on February 23rd, 2015 under , , , , , , , . Posted by

Well, that’s it, I finally got my Realm of Battle Board done, in time for ‘Dave’s 40k @ 40′ tournament. This weekend me and my gaming crew will be having a mini tournament much like our ‘Game of Throne of Skulls’ this time it’s to celebrate m…

Z półki Mormega: "Warhammer The End Times – Khaine"

Posted on February 22nd, 2015 under , , , . Posted by

Mało jest negatywnych bohaterów świata Warhammera, którzy budziliby we mnie uczucia takie, jak Malekith. Z jednej strony, ambitny ale pechowy, od tysięcy lat próbujący podbić swój kraj ojczysty – z miernym skutkiem. Z drugiej, twardy sukinsyn, który zdołał nie tylko przetrwać przez tysiące lat, ale stworzył podległą sobie, skutecznie działającą domenę i zdołał zapewnić sobie i utrzymać przywództwo rasy zdeprawowanych, okrutnych i żądnych krwi poddanych, działających w społeczeństwie, w którym przetrwać zdołają jedynie najsilniejsi, a rządzi prawo pięści (i zatrutego ostrza). Trudno chyba o inną postać z tego uniwersum, która obrazowałaby bardziej dogłębny upadek, niż Wiedźmi Król.
Właśnie Malekith jest bohaterem trzeciej z ksiąg serii “The End Times”, prezentującej wydarzenia zmieniające świat Warhammera – po Nagashu i braciach Glott (a właściwie cesarzu Karlu Franzu). Jest bohaterem, aczkolwiek bohaterem nie jedynym. Swoje miejsce w tej opowieści mają i Tyrion, i Teclis, i Morathi, i wiele, wiele innych postaci, tych mniej i bardziej znanych. A całość kręci się wokół Khaine’a, elfiego boga wojny, mordu, krwi i rzezi. “Warhammer The End Times: Khaine” wydany jest – tak jak wcześniejsze tomy – w postaci dwóch książęk w twardych oprawach, połączonych wspólnym pudełkiem. Dostępne są też wydania w miękkich oprawach oraz w postaciach elektronicznych. Zwyczajowo już pierwsza książka przedstawia wydarzenia fabularne, druga jest zaś poświęcona prezentacji nowych armii, zasad, czarów, bohaterów, itp. Tekst poniżej dotyczy jedynie księgi fabularnej.
Nie jest ona największą objętościowo z serii (ten tytuł przypadł “Nagashowi” i chyba trudno będzie go pobić), liczy 144 strony, czyli ciut więcej niż drugi z serii “Glottkin”. Książka utrzymana jest w identycznej stylistyce graficznej, w pełni kolorowa, wydrukowana na przyjemnym w dotyku papierze o sporej gramaturze. Swoje waży i zdecydowanie nie sprawia wrażenia taniochy.
Ale dobra, skończmy z tym pitu, pitu, przystawkami i aperitifami, przejdźmy do dania głównego, czyli fabuły. “Khaine”, to – w dużym skrócie – opowieść o odrodzeniu i upadku. Malekith pali za sobą wszystko – dosłownie. Niszczy Naggaroth i wszystkie miasta swojej Zimnej Krainy po czym nakazuje Mrocznym Elfom ruszyć do ostatniego, wielkiego ataku na Ulthuan, do ostatecznej inwazji, w której stawką będzie zwycięstwo lub śmierć. Słuchają go niemal wszyscy – choć Morathi, własna matka, stara się odwieść go od decyzji wyruszenia przeciwko Wysokim Elfom, przepowiadając, że jeśli ruszy na tą wyprawę, straci wszystko, co czyni go tym, kim jest. Niemal otwarcie posłuszeństwo wypowiada również Hellebron, pozostała z większością swych sił w ruinach Har-Ganeth, gdzie dokonuje się masakra niewolników i mieszkańców miasta, a potem wkraczających w okolice sił wyznawców Chaosu.
Druchii ruszają ku Ulthuanowi, pozostawiając w niegościnnym Naggaroth słabych, chorych, nieprzydatnych. Ku dawnej ojczyźnie wyruszają jedynie najsilniejsi, najbardziej sprawni, najlepsi we władaniu orężęm. Pierwszym sprawdzianem ich umiejętności jest atak na twierdzę Wrota Orła, broniącą dostępu do wewnętrznych krain wyspy. Atakiem dowodzi nie kto inny, a Malus Darkblade. Ostatecznie twierdza pada dzięki wydarzeniu trudnemu do wyobrażenia sobie jeszcze rok temu. Imrik Książę Smoków zdradza Króla Feniksa, o którego poczynaniach nie wiadomo nic już od miesięcy. Caledorczycy sprzymierzają się z Mrocznymi Elfami, czerwone i złote smoki walczą skrzydło w skrzydło z czarnymi, spopielając obrońców elfiej fortecy, niszcząc ich trującymi wyziewami i uderzeniami szponów.
Szokująca zdrada Imrika to efekt działania Teclisa. Ten, kierowany przez Lileath, elfią boginię losu, stara się ocalić swą rasę i ich świat przed Chaosem. Wymaga to wielu, bardzo wielu działań, wątpliwych moralnie, niechcianych sojuszy, zdrad i podstępów. Mag działa w tajemnicy, udzielając rad Malekithowi, który – zgodnie z przepowiedniami Lileath – musi objąć tron Ulthuanu, by elfy ocalały. 
Tymczasem brat Teclisa, Tyrion, zostaje regentem królestwa, wyrusza naprzeciw Malekithowi zmierzającemu ku wyspie Khaine’a. Po wielu bitwach i starciach, Tyrion bierze w dłoń Wdowoczyńcę, miecz boga Khaine’a, odrzucając i niemal niszcząc siły Malekitha i raniąc jego samego. Rozpoczyna się wojna domowa. Część Wysokich Elfów staje po stronie Malekitha, inne popierają Tyriona, widząc w nim prawowitego władcę Ulthuanu. Jeszcze inne starają się zachować neutralność, oczekując bądź to wyklarowania się sytuacji, bądź też nie potrafiąc zidentyfikować się ze sprawą żadnej ze stron. Obie strony popełniają szereg masakr i okrucieństw, sojusz sił Malekitha jednak o wiele mniej, niż oddziały praworządnego, zdawałoby się Tyriona. Ten bowiem popada w coraz głębszą otchłań szaleństwa i żądzy krwi. Kieruje nim Morathi, mająca nadzieję na przywrócenie w jakiś sposób do życia swojego męża, Aenariona.
Po licznych, epickich wydarzeniach, Malekith przechodzi, po raz drugi, ogień Asuryana, stając się władcą Ulthuanu. Wysokim królem tytułuje się także Tyrion. Narasta nienawiść między oboma stronnictwami, decydujące znaczenie ma postawa Alarielle, Wiecznej Królowej, żony Finubara i matka córki Tyriona, Aliathry, która zginęła w rytuale przyzwania Nagasha. W zaciętej bitwie, w której po jednej stronie stoją oddziały Alarielle i leśne elfy z Orionem, a po drugiej armia Tyriona, ten ostatni ponosi dotkliwą porażkę, a Wieczna Królowa przyłącza się do Malekitha.
Ostatecznie, po wielu, wielu wydarzeniach, Ulthuan zanurza się w głębinach oceanu, Teclis niknie w falach z ciałem Tyriona na rękach, a Malekith, Alarielle i pozostałe elfy przechodzą do Athel Loren, gdzie tworzą nowe królestwo. 
W olbrzymim skrócie tak wygląda historia opowiedziana w “Khainie”. Wywraca ona do góry nogami całą, ustaloną z dawien dawna historię elfów z Ulthuanu i Druchii. Okazuje się, że przez tysiące lat mieszkańcami wyspy elfów rządzili uzurpatorzy, a jedyny prawowity władca, Malekith, żył na wygnaniu, marząc o pomoście za doznane zniewagi i o objęciu przynależnego mu z urodzenia i zwyczaju tronu.
Takich historii jest w książce więcej, choć chyba żadna nie jest aż tak istotna z punktu widzenia historycznego tła całej gry. Jak się okazuje, szlachetnym elfom daleko do szlachetności, źli i krwiożerczy Druchii są ich godnymi przedstawicielami. Część z osób interesujących się armiami elfów w grze z pewnością nie może się pogodzić, ze sposobem w jaki je pokazano, inni reagują entuzjastycznie. Ja sam, mimo początkowych zastrzeżeń, całą historię przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza. Autorom ze stajni Games Workshop udała się rzecz bardzo trudna. Nie tylko kompletnie zmienili dotychczasową historię dwóch ras, ale uczynili to w sposób naprawdę spójny i wiarygodny. Wydarzenia w logiczny sposób wypływają ze wcześniejszych, brak akcji w rodzaju interwencji sił boskich, dokonywanych w sposób mało prawdopodobny. Przemiana bohaterów – rozlicznych, nie tylko wspomnianych powyżej – ma swoje powody, najczęściej bardzo dobrze opisane i mieszczące się w ramach opowieści. Sama fabuła to nie jest tania próba zmiany widzenia elfów wszystkich odmian. “Khaine” to doskonale przemyślany projekt, łączący wiele wątków sygnalizowanych we wcześniejszych rozmaitych publikacjach, wyjaśniający liczne kwestie, stawiający nowe pytania. Zastanawiam się nawet, od jak dawna musiały być przygotowywane zręby fabularne całej serii “The End Times” – nawiązuje ona bowiem do opowieści przewijających się, choćby fragmentarycznie, od kilku lat w rozmaitych publikacjach dotyczących Warhammera – księgach armii, opowiadaniach i powieściach.
Książka jest naprawdę nieźle napisana. Jak “Glottkin” raził mnie pod tym względem, tak “Khaine’owi” nie mogę wiele zarzucić. Dobre są dialogi, świetne opisy bitew, bardzo dynamiczne, aż czuje się to, o czym czytamy na kartach księgi. Fragmenty, takie jak spotkanie Tyriona i Teclisa w kręgu bogów, gdy Tyrion pyta brata o śmierć swego dziecka, czy opis wędrówki kapłanki Ishy po Ogrodach Nurgla, zapadają w pamięć. Najbardziej epickim momentem całej opowieści jest jednak Ostateczna Bitwa na Wyspie Zniweczenia, gdzie ścierają się ze sobą wojska Malekitha i Tyriona, a w ich szeregach stają, między innymi, przywołani przez tego pierwszego, prawowitego władcę Ulthuanu, wielcy królowie elfów. 
Dla osoby, która o elfach Warhammera i ich historii ma niewielkie pojęcie, pewną przeszkodą mogą być liczne odniesienia do panteonu bogów elfów i losów poszczególnych bóstw. W trakcie lektury większość ewentualnych wątpliwości jest jednak wyjaśniana, nie przeszkadza to więc jakoś zbyt mocno w lekturze.
Reasumując – zdecydowanie polecam. Dla wszystkich graczy elfów rozmaitych odmian, pozycja obowiązkowa, dla miłośników Warhammera jako takiego – również. Mam wrażenie, że z dotychczas wydanych książek serii właśnie ta ma szansę stać się klasykiem. Jest w niej wszystko, czego do tego potrzeba – wciągająca opowieść, wartka akcja, niespodziewane zwroty, emocje i uczucia. Doskonała rzecz, wrócę do niej nie raz, najlepsza z dotychczas wydanych pozycji z całej serii. Koniecznie przeczytać.

It’s dead, but not quite

Posted on February 22nd, 2015 under , , , , , , . Posted by

So, one of the updates this week was a batch of 16 skeletons of varying types for use in Warhammer Quest, Dungeon Saga and the various 7TV games. The first 13 are standard builds from the Vampire Count skeleton kit. They are very nice models, but rathe…

Harlequin Solitaire

Posted on February 22nd, 2015 under , , , . Posted by

I’ve been looking forward to the new harlequins for a while now, and finally, I’ve gotten around to painting up …

Continue reading

Oldschool Black Orc

Posted on February 21st, 2015 under , , , , , . Posted by


 At first I thought that this is one of the ugliest models I’ve ever painted but now I am quite happy I gave him new colors. He turned out to be a pleasant escape from dwarves and armed infantry. I painted him in about 4.5 hour. The final effect is good especially as far as the new painting scheme for a base is concerned. Probably he will become the first fighter in our new warband for Song of Blade and Heroes.

Z początku myślałem, że to jeden z najbrzydszych modeli, jakie miałem w rękach, ale po pomalowaniu stwierdzam, że się myliłem. Ork okazał się całkiem miłą odskocznią od ciągłego malowania krasnoludów i ciężkozbrojnego pospolitego ruszenia. Model pomalowany w ok. 4.5 h. Testowałem nowy schemat dla podstawki pustynnej i wyszło to całkiem nieźle. Myślę, że w bliżej nieokreślonym czasie powstanie z tego nowy oddział do Song of Blade and Heroes.  

Nurgle day! More Oldhammer Plaguebears and Palanquin

Posted on February 17th, 2015 under , , , , . Posted by

It’s Nurgle Tuesday and so I have painted some more unique Nurgle models. This time I’m back onto the Plaguebearers. The scheme is pretty simple, so I did another 3, bringing the total to 6 unique Plaguebearers. I have 19 different models so far, as follows: There’s also one later generation of metals and the […]

The post Nurgle day! More Oldhammer Plaguebears and Palanquin appeared first on My Wargame.